á
â
ă
ä
ç
č
ď
đ
é
ë
ě
í
î
ľ
ĺ
ň
ô
ő
ö
ŕ
ř
ş
š
ţ
ť
ů
ú
ű
ü
ý
ž
®
€
ß
Á
Â
Ă
Ä
Ç
Č
Ď
Đ
É
Ë
Ě
Í
Î
Ľ
Ĺ
Ň
Ô
Ő
Ö
Ŕ
Ř
Ş
Š
Ţ
Ť
Ů
Ú
Ű
Ü
Ý
Ž
©
§
µ
Jakże różnorodni, ale bliscy i swojscy okazali się mieszkańcy Weatherbury i okolic, tak genialnie przez Hardy’ego sportretowani. Rubaszni, (...) weseli, rozplotkowani, specyficzni, ale tacy, na których zawsze można polegać, no prawie, bo gdy popiją grogu, to nie. Wtedy śpią i nic ich nie ruszy.
I właśnie na tle tej sielsko-wiejskiej scenerii rozgrywa się spektakl pełen gwałtownych uniesień, tłumionych uczuć i mocy przeznaczenia. A Bathsheba Everdene, Gabriel Oak, William Boldwood and Francis Troy to pierwszoplanowi aktorzy tego dramatu.
Zakończenie jest zgodne z przysłowiem: gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.
I jeszcze na koniec.
Już na początku zwróciłam uwagę na imiona i nazwiska, które nadał swoim bohaterom Thomas Hardy. Ich aluzyjność powoduje, że książka nabiera głębszego sensu i drugiego dna, bo te nazwy, powiązane ze Starym Testamentem, starożytną Grecją, pogańską Brytanią są wyzwaniem rzuconym wiktoriańskiej moralności.
Bardzo rozbawił mnie Kainek, którego znajomi i sąsiedzi nazywali zdrobniale, by osłabić negatywne znaczenie imienia Kain, które to matka nadała mu na chrzcie w przeświadczeniu, że Kain, to był ten dobry ;)